Joy of Missing Out. Jak nauczyć się odpoczywać bez poczucia, że coś nas omija?
2026-08-18Siedzisz nad jeziorem. Woda jest spokojna, kawa jeszcze ciepła, gdzieś niedaleko odzywa się ptak. Telefon leży obok i wystarczy jeden ruch ręką, żeby sprawdzić, co wydarzyło się przez ostatnie kilkanaście minut.
Ktoś jest na koncercie. Ktoś pojechał w góry. Znajomi odkryli nową restaurację. W jednej chwili spokojny poranek zaczyna konkurować z dziesiątkami innych możliwości.
JOMO, czyli Joy of Missing Out, zaczyna się w momencie, w którym przestajemy się tym przejmować.
Nie chodzi o odcinanie się od ludzi ani wyrzucenie telefonu do szuflady na cały weekend. Bardziej o spokojne przekonanie: nie muszę być wszędzie. Nie muszę wiedzieć wszystkiego. To, co dzieje się tutaj, wystarczy.

Czym jest JOMO, czyli Joy of Missing Out?
Joy of Missing Out można przetłumaczyć jako radość z tego, że coś nas omija. Określenie spopularyzował w 2012 roku amerykański przedsiębiorca i bloger Anil Dash. Po narodzinach syna przez pewien czas był mniej obecny w internetowym i towarzyskim obiegu. Ku swojemu zaskoczeniu odkrył, że wcale nie żałuje rzeczy, w których nie uczestniczył. Cieszył się tym, gdzie był i z kim spędzał czas.
JOMO nie jest więc kolejną metodą na bardziej efektywne życie. Wręcz przeciwnie. Pozwala zaakceptować, że część wydarzeń, rozmów, wiadomości i okazji odbędzie się bez naszego udziału.
I nic złego się nie stanie.
To podejście można zauważyć w bardzo prostych sytuacjach:
- nie sprawdzasz podczas kolacji, co robią znajomi;
- wybierasz spacer zamiast kolejnego punktu na liście atrakcji;
- nie publikujesz zdjęcia od razu po jego zrobieniu;
- pozwalasz sobie spędzić wieczór z książką, choć gdzieś odbywa się impreza;
- jedziesz na weekend bez planu wypełnionego od rana do wieczora.
Właśnie ta dobrowolność jest ważna. JOMO nie mówi: „musisz być offline”. Raczej: „możesz nie być online przez chwilę i niczego nie stracisz”.
JOMO a FOMO. Czym różnią się te dwa podejścia?
JOMO najłatwiej zrozumieć w zestawieniu z FOMO, czyli Fear of Missing Out. FOMO opisuje obawę, że inni uczestniczą w interesujących lub wartościowych doświadczeniach bez nas, oraz potrzebę pozostawania na bieżąco z tym, co robią.
| FOMO | JOMO |
|---|---|
| Zastanawiam się, co właśnie mnie omija | Skupiam się na tym, co dzieje się tutaj |
| Sprawdzam, co robią inni | Nie potrzebuję ciągłego porównania |
| Chcę wykorzystać każdą możliwość | Świadomie wybieram kilka rzeczy |
| Boję się, że gdzieś jest ciekawiej | Akceptuję, że nie muszę być wszędzie |
| Odpoczynek przerywam sprawdzaniem telefonu | Pozwalam sobie na czas bez aktualizacji |
| Myślę o kolejnej atrakcji | Zostaję dłużej przy tym, co właśnie robię |
Badania nad samym JOMO są znacznie młodsze niż badania nad FOMO. W badaniu opublikowanym w 2023 roku w Computers in Human Behavior Reports naukowcy sprawdzali, czy JOMO można traktować jako odrębne zjawisko psychologiczne oraz jak wiąże się ono z korzystaniem z mediów społecznościowych, postrzeganiem siebie i wskaźnikami zdrowia psychicznego. Wyniki pokazały, że zależności są bardziej złożone niż proste założenie, że więcej JOMO automatycznie oznacza lepsze samopoczucie.
Dlatego lepiej nie traktować JOMO jak recepty na szczęście. Bardziej trafne jest myślenie o nim jako o odzyskiwaniu kontroli nad własną uwagą.

Dlaczego tak trudno naprawdę odpocząć?
Jeszcze niedawno można było wyjechać na weekend i po prostu przez dwa dni nie wiedzieć, co dzieje się u większości znajomych.
Dzisiaj wystarczy kilka minut z telefonem.
Podczas śniadania możemy zobaczyć czyjś wyjazd do Włoch. Na spacerze sprawdzić relację z koncertu. Wieczorem przeczytać, że znajomi właśnie siedzą w nowym miejscu, które od dawna chcieliśmy odwiedzić.
Nie chodzi o to, że media społecznościowe są z natury złe. Problem pojawia się wtedy, kiedy odpoczywając w jednym miejscu, mentalnie przez cały czas jesteśmy w kilkunastu innych.
Badania nad FOMO pokazują jego związek z problematycznym korzystaniem z mediów społecznościowych, a w tej relacji znaczenie mogą mieć również porównywanie się z innymi oraz samoocena.
JOMO proponuje więc coś bardzo prostego: przez chwilę nie sprawdzać alternatyw.
Czy JOMO oznacza całkowity cyfrowy detoks?
Nie.
Można zrobić zdjęcie zachodu słońca. Sprawdzić pogodę przed wypłynięciem kajakiem. Odpisać komuś wieczorem. JOMO nie wymaga życia bez internetu.
Różnica pojawia się gdzie indziej: czy to my sięgamy po telefon, kiedy go potrzebujemy, czy telefon regularnie wyciąga nas z tego, co właśnie robimy?
Pełny cyfrowy detoks może być jednym ze sposobów na odzyskanie tej przestrzeni, ale nie jest jedynym. Więcej o świadomym ograniczaniu ekranów podczas wyjazdu pisaliśmy w tekście Cyfrowy detoks w Borach Tucholskich.
JOMO może być łagodniejsze. Czasem wystarczy:
- wyłączyć część powiadomień;
- zostawić telefon w domu podczas spaceru;
- nie zabierać go do stołu;
- zrobić zdjęcie i nie publikować go od razu;
- wyznaczyć kilka godzin bez mediów społecznościowych;
- przestać sprawdzać, co można byłoby robić zamiast tego, co robimy właśnie teraz.
To niewielkie decyzje, ale właśnie dzięki nim dzień zaczyna mieć własny rytm.

Dlaczego nad jeziorem łatwiej poczuć Joy of Missing Out?
Jest coś szczególnego w odpoczynku nad wodą. Nie bez powodu powstało określenie blue space, odnoszące się do naturalnych przestrzeni, w których istotnym elementem krajobrazu jest woda.
O tym, dlaczego takie miejsca mogą sprzyjać regeneracji, pisaliśmy szerzej w artykule Blue space effect. Dlaczego odpoczynek nad wodą działa głębiej, niż myślimy.
Nad jeziorem nie trzeba specjalnie organizować ciszy. Ona już tam jest.
W Lustrze Wody rano można obserwować kaczki, perkozy i żurawie. Z prywatnego pomostu widać jezioro Kałębie, z domu można zejść prosto do ogrodu i własnego lasu, a wieczorem zamiast miejskiego szumu pojawia się ognisko, gwiazdy i czasem głos puszczyka.
Nie oznacza to, że przez cały pobyt trzeba siedzieć nieruchomo.
Można:
- popłynąć kajakiem;
- pójść do sauny;
- zagrać w planszówki;
- poszukać grzybów w lesie;
- rozegrać mecz siatkówki;
- usiąść na pomoście i przez chwilę nie robić niczego, co dałoby się wpisać do planu dnia.
I właśnie ten drugi rodzaj czasu bywa najrzadszy.
Jak praktykować JOMO podczas weekendu nad jeziorem?
Nie warto zamieniać JOMO w kolejną listę rzeczy, które trzeba zrobić poprawnie. Można jednak stworzyć kilka warunków, dzięki którym łatwiej poczuć różnicę.
1. Nie planuj każdej godziny
Zostaw w planie puste miejsca. Jeśli rano okaże się, że masz ochotę zostać dłużej przy kawie, niech nic z tym nie konkuruje.
2. Wybierz jedną rzecz zamiast pięciu
Kajak i spokojny obiad mogą wystarczyć na cały dzień. Nie każdy wyjazd musi kończyć się kolekcją zaliczonych atrakcji.
3. Wyjdź gdzieś bez telefonu
Krótki spacer po lesie albo kilka minut na pomoście wystarczą. Chodzi o doświadczenie chwili, w której nie możesz odruchowo sprawdzić ekranu.
4. Nie publikuj wszystkiego od razu
Zachód słońca nie staje się mniej piękny, jeśli nikt poza Tobą go teraz nie zobaczy.
5. Pozwól innym świetnie się bawić bez Ciebie
To chyba najbardziej dosłowna praktyka JOMO. Inni mogą być na koncertach, imprezach, premierach i wyjazdach. Ty możesz siedzieć przy ogniu.
Jedno nie odbiera wartości drugiemu.
Czy JOMO zmienia sposób, w jaki podróżujemy?
JOMO dobrze spotyka się ze zjawiskami, które od pewnego czasu pojawiają się w turystyce: slow travel, cyfrowym detoksem czy wyjazdami nastawionymi przede wszystkim na ciszę.
Blisko mu szczególnie do quietcation, czyli odpoczynku, w którym świadomie szukamy miejsc z mniejszą liczbą bodźców. Pisaliśmy o tym szerzej w artykule Quietcation, czyli ciche wakacje. Trend w turystyce 2026.
W obu przypadkach zmienia się punkt ciężkości. Wyjazd nie musi dostarczyć jak największej liczby atrakcji. Nie musi też wyglądać dobrze w mediach społecznościowych.
Może po prostu dać czas, którego na co dzień brakuje.

Może najlepszym planem jest przez chwilę nie mieć planu?
JOMO nie polega na rezygnowaniu z ciekawych rzeczy. Polega na tym, żeby po dokonaniu wyboru przestać przez cały czas oglądać się na wszystkie niewybrane możliwości.
Jeśli jesteś nad jeziorem, możesz być nad jeziorem naprawdę. Nie jednocześnie na Instagramie znajomych, w skrzynce mailowej i w planach na następny weekend.
Czasem wystarczy kawa wypita powoli. Kilka stron książki. Kajak pozostawiający za sobą ślad na wodzie. Wieczór przy ogniu. Telefon, którego od dwóch godzin nikt nie sprawdził.
I to przyjemne odkrycie, że przez ten czas wydarzyło się mnóstwo rzeczy, o których nic nie wiesz.
Niech się dzieją.